Na nekropolii znajdującej się nieopodal sanktuarium w Lewiczynie przyciąga wzrok rzeźbiony obelisk zwieńczony urną. Inskrypcja głosi, że jest to miejsce wiecznego spoczynku Antoniego Łukasza Crutty.
Przyszedł on na świat w roku 1727 roku. Pochodził z rodu albańskich katolików. Miał niepospolity talent lingwistyczny. Władał biegle – w mowie i piśmie – ośmioma językami: albańskim, włoskim, francuskim, greką, łaciną, polskim, tureckim oraz serbsko-chorwackim. Rudymentarnie znał rosyjski, rumuński, bułgarski, arabski i perski.
– Do Polski trafił w roku 1765 roku, zaangażowany przez dwór nowo wybranego monarchy elekcyjnego, Stanisława Augusta Poniatowskiego. Miał za zadanie przekłady na łacinę archiwaliów I Rzeczypospolitej, a ponieważ świetnie się w tej roli sprawdził, szybko powierzono mu stanowisko tłumacza podczas cudzoziemskich audiencji królewskich, a z czasem również negocjacji dyplomatycznych. Zyskał wielkie uznanie. Przyczynił się do tego, iż Polska zdołała uniknąć udziału w rosyjsko-tureckiej batalii roku 1768, za co nadano mu szlachectwo oraz tytuł konsyliarza legacji zagranicznych. Przetłumaczył na języki obce tekst Konstytucji Trzeciego Maja. Służbę królewską porzucił, gdy Poniatowski przystąpił do Konfederacji Targowickiej. Po III rozbiorze Polski Crutta zamieszkał w majątku swojego zięcia Wojciecha Piotra Bedlińskiego herbu Wieniawa, radcy województwa mazowieckiego, dziedzica osady Lewiczyn pod Grójcem. Tam też mając 85 lat umarł – przypomina historyk, Marian Miroński.
Przykuwający oko, zabytkowy nagrobek wystawił mu wnuk – Antoni Bedliński. W komnacie Zamku Królewskiego w Warszawie wisi konterfekt królewskiego translatora oraz malowidło ukazujące scenę podejmowania posłów przez Stanisława Augusta, gdzie uwieczniono również tego albańskiego poliglotę.
(TO-RT)









