…na Zmartwychwstanie wytoczym sanie – mówi staropolskie przysłowie. To właśnie 26 grudnia wspominamy św. Szczepana.
Szczepan jest nazywany “pierwszym męczennikiem za wiarę chrześcijańską”. Był Żydem i zwierzchnikiem grupy zwanej hellenistami. Odciął chrystianizm od kultu jerozolimskiego i stworzył warunki do jego rozpowszechniania. Gdy przyznał się do wiary w Chrystusa, ok.36 roku został skazany za bluźnierstwo i ukamienowany. Wspominają go Dzieje Apostolskie, jako pierwszego z siedmiu diakonów pomagających apostołom Jezusa. Szczepan był znany z czynienia cudów.
Święcenie owsa, obrzucanie się ziarnami
Drugiego dnia Świąt Bożego Narodzenia można było już wykonywać drobne prace w domostwie. Sprzątano więc pozostałe po wigilii słomiane dekoracje, siano ze stołu i talerz z opłatkiem, który zanoszono zwierzętom. Na sumę gospodarze przynosili do poświęcenia owies – i w niektórych rejonach Polski i Mazowsza przynoszą do dziś. Święcenie owsa to też swego rodzaju magia – skropienie w kościele ziaren wzmagało w nich siły witalne. Dawniej też podczas mszy i po wyjściu z niej obsypywano się owsem, grochem lub innymi ziarnami. Zwyczaj ten prawdopodobnie pochodzi jeszcze z czasów pogańskich i miał zapewnić obsypywanej osobie pomyślność, zdrowie i dobry urodzaj plonów. Przerodził się on u naszych przodków w swoistą zabawę, której towarzyszyły gonitwy, śmiech i radość.
26 grudnia był także dniem, w którym regulowano należności z pracownikami – zwalniano i zatrudniano do pracy służbę i parobków. Stąd pochodzi powiedzenie „Na święty Szczepan każdy sługa sobie pan”. W okolicznych karczmach głośne tłumy czekały na oferty pracy. Jeśli gospodarze byli zadowoleni, zatrudniali do pracy te same osoby, a jeśli nie – szukali nowych.
Hej kolęda, kolęda
Od tego dnia do święta Trzech Króli odwiedzano się wzajemnie i goszczono. Zaczynała się też tradycyjna wizyta księdza w asyście organisty w domach parafian. Po wspólnej modlitwie obdarowywano gościa hojnie kolędą, czyli darami. Wówczas były to jaja, drób, słonina, sery i inne przysmaki własnej roboty. Wypadało też gospodarzowi odprowadzić księdza do kolejnego domostwa. Do wizyt towarzyskich zaliczano też odwiedziny kolędników, których wyczekiwano z radością, bo przynosili dobrą wróżbę i życzenia pomyślności na cały rok. Ich też należało poczęstować i podziękować darami za dobre słowa i śpiewanie. Często właśnie księdza przez wieś odprowadzali domownicy z asystą barwnych grup kolędników, których głośne przejście zwiastowało czas zabawy i radości.
Śmieciarze idą!
W niektórych rejonach Polski, także na Mazowszu, długo utrzymywała się tradycja rozpoczynania zalotów. Od wczesnego ranka po domach chodzili tzw. „śmieciarze”, którzy rzucali słomę przed drzwi i domy panienek na wydaniu. Te szykowały zakąski i popitki (najczęściej wódkę), aby ugościć psotników po posprzątaniu obejścia. Taka wizyta, wbrew pozorom, przynosiła honor. Oznaczała bowiem poważne zamiary małżeńskie.
Szczepanowe wróżby
Sporo przekazywanych z pokolenia na pokolenie przysłów wiąże się z przepowiedniami pogodowymi. Tak wróżono z pogody, jaka panowała drugiego dnia świąt:
„Jaka pogoda w Szczepana panuje, taka na luty się szykuje”,
„Gdy na Szczepana błoto po kolana, na zmartywchwastnie wytoczymy sanie”,
„Jak przymrozi na Szczepana, będzie wiosna od Damiana” (27.02),
„Pogoda marcowa, taka sama jak i Szczepanowa”.
Źródło: gov.pl/web/kultura, mazowieckiszlaktradycji.com , internet.









