Rodzina myślała, że zaginięcie można zgłosić dopiero po 48 godzinach. Przez niemal dobę szukali więc mieszkańca gminy Chotcza sami.
Informację o odnalezieniu ciała mężczyzny w studzience kanalizacyjnej na jednej z posesji w miejscowości Siekierka Nowa lipska policja otrzymała w czwartek, około godziny 13:00.
– Policjanci nie mieli wiedzy, że 68-latek zaginął, bo jego bliscy myśleli, że mogą zgłosić zaginięcie po upływie 48 godzin. Sprawa wyszła na jaw dopiero, gdy rodzina odnalazła na drugi dzień ciało mężczyzny w dość głębokiej studzience kanalizacyjnej na posesji u sąsiadów – relacjonuje nam mł. asp. Monika Karasińska z Komendy Powiatowej Policji w Lipsku.
Mieszkaniec Siekierki najprawdopodobniej przechodził ścieżką obok dużego otworu nakrytego tylko papą, nie zauważył go i nieopatrznie naszedł na niego. Cienka warstwa eternitu załamała się pod jego ciężarem, po czym wpadł on do środka. Do zdarzenia przyjechał również prokurator, ale wstępnie nie stwierdzono udziału osób trzecich.
Na miejscu wraz z funkcjonariuszami pracowali lipscy strażacy, którzy pomagali wydobyć ciało mężczyzny na powierzchnię.
O tym, czy faktycznie doszło do nieszczęśliwego wypadku zdecyduje prowadzone przez Prokuraturę Rejonową w Lipsku postępowanie.
Wspólnie z policjantami przypominamy, że prawo nie określa czasu, jaki musi upłynąć, aby zgłosić zaginięcie osoby. Można to zrobić w momencie, gdy już mamy świadomość zaginięcia. Policjanci natomiast podejmują poszukiwania od razu po otrzymaniu zgłoszenia.









