W Wielką Sobotę święci się pokarmy. A przy symbolicznych grobach Chrystusa w kościołach piecze sprawują warty. Złożone z ministrantów, harcerzy i strażaków w galowym umundurowaniu.
– Tego dnia przychodzimy do świątyń z koszykami wypełnionymi jajkami – zwykle kraszankami albo pisankami – niekiedy chlebem, wędliną i solą. Czasem są w nich też bukszpanowe gałązki oraz baranki z cukru – symbol zmartwychwstania Chrystusa. Kapłani święcą te pokarmy przeznaczone na świąteczny stół. Ceremonia wieńczy okres Wielkiego Postu – mówi ksiądz Marek Skowroński.
Do wieczora nie sprawuje się w tym dniu mszy, rozpowszechniony jest za to zwyczaj odwiedzania przez wiernych Grobów Pańskich.
– Dawniej kapłani z parafii położonych w niektórych gminach powiatu białobrzeskiego objeżdżali okoliczne wsie, w których istniały jednostki Ochotniczych Straży Pożarnych. W ich remizach organizowano prowizoryczne miejsca, gdzie świecono pokarmy przyniesione przez okolicznych mieszkańców. Tradycja ta wynikała z prozy życia. Osady od kościołów nierzadko dzieliło wiele kilometrów, na dodatek drogi wiodące ze wsi do świątyń znajdowały się zazwyczaj w opłakanym stanie, częstokroć były piaszczyste albo szutrowe. Mieszkańcy miewali problemy z dotarciem do kościołów, zwłaszcza, że nierzadko w Wielką Sobotę okoliczne szlaki bywały nader grząskie z uwagi na wiosenne roztopy. Dlatego kapłan korzystał w pomocy nielicznych wówczas zmotoryzowanych wiernych. Swymi autami wozili go do kolejnych wiosek podlegających danej parafii, gdzie w remizach następował obrzęd wielkanocnego święcenia. Godziny tych wizyt ogłaszano z ambony parafialnej podczas nabożeństw w Niedzielę Palmową – wspomina ksiądz Skowroński.
Obyczaj ten stracił rację bytu na skutek gwałtownego rozwoju motoryzacji. W gospodarskich podwórkach parkuje dziś niejednokrotnie po kilka samochodów, toteż każdy może bez problemu dojechać do kościoła. Zwłaszcza, że również infrastruktura drogowa znacznie się poprawiła.
(TO-RT)









