„Na podwórzu wózek, a na wózku siano – dejcie dyngusika, gosposiu kochano” – wybrzmiewa z jednej z regionalnych przyśpiewek, związanych z tradycją tzw. „lanego poniedziałku”.
Drugi dzień Świąt Wielkanocnych nierozłącznie związany jest z polewaniem się wodą. Najpewniej, jak wskazują etnografowie, wywodzi się z tradycji pogańskich, praktykowanych już w XV wieku.
W regionie radomskim dawniej „śmigus” oraz „dyngus” oznaczały podarunki. Chłopcy przed świętami obdarowywali dziewczęta, a te z kolei odwdzięczały się tym samym w czasie Wielkanocy. Przypominają o tym m.in. regionalne przyśpiewki, które przywołuje Radomska Szkoła Tradycji, a prezentuje Maria Siwiec z Gałek koło Przysuchy, wraz ze swoimi z uczennicami.
„Dejcie nom tu dejcie te całą kiełbase
to bedziemy chwalić te córecke wase”
W poniedziałek po domach chodzili „dyngusiarze”, zwani też wielkanocnymi kolędnikami – kolorowo ubrani, często w przebraniach, z zaangażowanymi w pochód muzykantami. Stawali przed płotem obejścia, śpiewem domagając się datków. W zależności od regionu – młodzież zbierała drobne pieniądze lub podarunki w postaci jaj, wędlin, a nawet alkoholu. Wszystkie te “wymuszone” na gospodarzach podarki miały sprawić, że nie zostaną oni oblani wodą, czyli “wykupić” ich od swoistej kary.
“Za dyngusa dziękujmy, zdrowia scęścia wom zycymy
A zebyście długo zyli, a po śmierci w niebie byli.”
Oblewanie się wodą miało też inny wymiar. Wierzono, że to oczyści mieszkańców z grzechu i zapewni bogate plony. Woda miała również zapewnić płodność, dlatego najczęściej niespodziewanego chlustu z wiaderek spodziewały się panny na wydaniu i młode małżonki. Przesąd głosił, że panna, która nie zostanie tego dnia oblana, nie prędko wyjdzie za mąż. Natomiast dziewczęta oblewane najbardziej cieszyły się największym powodzeniem wśród chłopców, więc było to dla niech wielkie wyróżnienie i powód do dumy.
Jak smaga, to kocha
Jedną z tradycji Wielkiego Poniedziałku było też smaganie – uderzanie wierzbowymi witkami, która właśnie nazywano od tego „śmigusem”. Była to forma zalotów – kawalerowie smagali panny, a im bardziej, tym powodzenie ich było większe. Schwytana panna smagana była dotąd, aż udało jej się uwolnić lub wykupić podarunkiem. Wierzbowe witki i oblanie wodą miały zapewnić dziewczętom płodność, piękną cerę i włosy.
Ogólnie jednak ostatni dzień świąt wielkanocnych mieszkańcy regionu spędzali na rodzinnych i sąsiedzkich odwiedzinach oraz wspólnym biesiadowaniu w radosnej atmosferze. Nie brakowało podczas nich śpiewów, żartów, dowcipów i śmiechu.
Słone koszty
Tradycja zobowiązuje, ale przywiązujemy do niej mniejszą wagę, niż poprzednie pokolenia. Zwłaszcza w miastach, bo w latach dziewięćdziesiątych “dyngusa” wzięto już pod lupę prawa. W niektórych rejonach kraju zaczął przybierać on niebezpieczną postać chuligańskich wybryków, przed czym przestrzegano nawet w kościołach. Dziś za takie przewinienie można otrzymać mandat w wysokości 500 zł lub nawet stanąć przed sądem.









