Służby o zdarzeniu zawiadomił mężczyzna, który samodzielnie wydobył kobietę z szydłowieckiego zalewu. Na razie nie są znane oficjalne okoliczności i przyczyny jej utonięcia.
Szydłowieccy funkcjonariusze pod nadzorem Prokuratury Rejonowej – ośrodek zamiejscowy w Szydłowcu badają okoliczności i przyczyny dramatycznego zdarzenia, które miało miejsce 1 stycznia. Wówczas, około godziny 19:00, na numer alarmowy policji zadzwonił mężczyzna z informacją, że z zalewu na brzeg wyciągnął kobietę. Wszystko działo się w okolicach tamy przy szydłowieckim zalewie, od strony ul. Folwarcznej.
O szczegółach rozmawiamy z Oficerem Prasowym Komendy Powiatowej Policji w Szydłowcu, mł. asp. Marleną Skórkiewicz:
– Na miejsce natychmiast zadysponowano służby. Po przybyciu policjanci rozpoczęli reanimację kobiety, którą jeszcze do przyjazdu zespołu ratownictwa medycznego prowadzili zamiennie z obecnymi tam również strażakami. Próba przywrócenia poszkodowanej czynności życiowych trwała około półtorej godziny – podkreśla mł. asp. Skórkiewicz.
Strażacy z Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Szydłowcu i druhowie z Ochotniczej Straży Pożarnej Szydłowiec zabezpieczali rejon akcji ratunkowej oraz doświetlali miejsce zdarzenia, aby ułatwić pracę służbom. Kierowali także ruchem w tej okolicy.
Jak podkreśla funkcjonariuszka, mimo długiej akcji reanimacyjnej, przejętej później przez ratowników medycznych, życia kobiety nie udało się uratować. Przybyły na miejsce lekarz stwierdził jej zgon.
– Na tę chwilę nie wiadomo, co się wydarzyło. Policjanci pod nadzorem szydłowieckiej prokuratury prowadzą postępowanie wyjaśniające wszelkie okoliczności zdarzenia. Decyzją prokuratora ciało kobiety skierowano na sekcję – dodaje mł. asp. Skórkiewicz.
Śledczy już ustalili, że zmarła była mieszkanką Szydłowca. Kobieta miała 54 lata.
Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, przyczyną wydarzenia mógł być nieszczęśliwy wypadek – kobieta prawdopodobnie poślizgnęła się i wpadła do wody.









