Józef Mirecki stanowi symbol walki Polaków podczas rewolucji 1905-07.
Pochodził w bogatej rodziny ziemiańskiej, gospodarującej w podradomskim folwarku Kłonówek. Jego ojcem był Teodor Mirecki, wychowanek rosyjskiego korpusu kadetów i oficer armii carskiej, który służbę wojskową odbywał w głębi Rosji – głównie w Saratowie. Sprawy spadkowe spowodowały jego powrót do Kongresówki, gdzie się w 1866 roku ożenił z Franciszką z Gogolewskich.
Dom Mireckich długo należał do zamożnych, ale w 1904 roku właściciele byli zmuszeni sprzedać dobra na pokrycie długów. Odtąd utrzymywali się z zakupionego w Warszawie sklepu tytoniowego.
Józef uczył się pod okiem guwernera, a potem w gimnazjum radomskim. Uczestniczył w pracy kółek samokształceniowych założonych przez Kazimierze Kelles-Krauza. W 1896 jako uczeń 5 klasy gimnazjum został wydalony za zatarg z rosyjskim oficerem – nauczycielem gimnastyki – oraz protest przeciwko rusyfikacji. Uniemożliwiało to podjęcie nauki w innych szkołach na terenie zaboru rosyjskiego.
Przeprowadził się do Dąbrowy Górniczej, gdzie odbywał praktykę ślusarską w hucie i pomagał buchalterowi w kopalni. Następnie wstąpił do szkoły sztygarów. Wydalono go za kierowanie akcją w obronie pokrzywdzonego kolegi, albo – wedle innej wersji – za udział w manifestacji przy grobie robotników, zabitych dwa lata wcześniej w starciu z rosyjskim wojskiem.
Od 1900 należał do Polskiej Partii Socjalistycznej. Był aresztowany, ale udało mu się zbiec w czasie eskortowania. Udał się do Borysławia. Tam ukończył kurs wiertnictwa i rozpoczął kopalnianą praktykę. Po czterech latach wrócił w rodzinne strony. Nie docenił jednak sprawności ochrany.
Został aresztowany i osadzony w więzieniu piotrkowskim, a następnie przeniesiony do Radomia. W tamtejszym areszcie zorganizował demonstrację. Skazano go 6-letnie zesłanie na Syberię, skąd po ośmiu miesiącach pobytu zbiegł.
Gdy dotarł do Warszawy zasilił nowo utworzoną Organizację Bojową PPS. W trakcie rewolucji 1905-07 dowodził wieloma brawurowymi akcjami ekspropriacyjnymi m.in. pod Opatowem (5 sierpnia 1905), gdzie zdobyto 12 tys. rubli.
20 sierpnia 1905 uczestniczył w konferencji warszawskiej PPS, przy ul. Mokotowskiej 23. Kamienica, w której odbywały się obrady otoczyła carska ochrana. „Montwiłł”, ostrzeliwując się, wydostał się na dach. Gdy w magazynku pozostał mu ostatni nabój, przyłożył lufę do głowy, nie chcąc dać się wziąć żywcem. Strzał nie okazał się jednak śmiertelny.
Światło na to niezwykłe wydarzenie rzucają wspomnienia adwokata, a w niepodległej Polsce ministra spraw zagranicznych Stanisława Patka, który dobrze znał Mireckiego, gdyż w 1908 roku był jego obrońcą: „Dach był tak spadzisty, że uciekinierowi noga się pośliznęła i kula trafiła nie w skroń, lecz w szczękę”
Ranny trafił do szpitala św. Ducha. Niemal natychmiast po operacji zdołał zbiec. Wyjechał do Galicji, lecz po dojściu do zdrowia powrócił do Warszawy i ponownie umknął policji w czasie zbrojnego starcia na ul. Mokotowskiej.
Po rozłamie w PPS-ie znalazł się we Frakcji Rewolucyjnej. 28 listopada 1907 wydał go żandarmom prowokator Charewicz. Mirecki ponownie stanął przed sądem. Tym razem zapadł wyrok śmierci. Wykonany na stoku Cytadeli. Miejsce pochówku do dziś pozostaje nieznane.
W liście napisanym przed śmiercią stwierdził:
„Śmierć moja, położy wreszcie kres oszczerczym plotkom, że naczelnicy umieją tylko innych wysyłać na śmierć, a sami w ogień nie idą. Po drugie, doda bodźca pozostałym bić się aż do zwycięstwa. Jest u nas w zwyczaju umierać z krzykiem. Krzyków w ogóle nie lubię, jeśli jednak wydać go padnie, to będzie nim jedynie: „Niech żyje Polska niepodległa!”
Osierocił córkę, której ojcem chrzestnym był Józef Piłsudski.
(TO-RT)
Żródło: internet









