Trenerem Tadeusza Michalika, brązowego medalisty olimpijskiego z Tokio, jest Włodzimierz Zawadzki
Ten szkoleniowiec, urodzony w roku 1967 we wsi Polany obol Wierzbicy, to czempion olimpijski z Atlanty (r. 1996) w zapasach w stylu klasycznym. Olimpijczykiem był czterokrotnie (Barcelona’1992, Atlanta, Sydney’2000, Ateny’2004). Pierwszy tytuł – mistrz Polski juniorów – zdobył w Radomiu. Jego trenerem w kadrze był były zapaśnik Radomiaka, urodzony w Białobrzegach – Stanisław Krzesiński.
Zawadzki pochodzi z wielodzietnej rodziny chłopskiej, jest absolwentem Technikum Mechanicznego w Wierzbicy i Studium Trenerskiego IKF w Gorzowie Wlkp. (filia AWF Poznań). Ale to przede wszystkim wybitny zapaśnik (165 cm, 65 kg) stylu klasycznego (wagi piórkowej 62 kg), reprezentant MZKS Orzeł Wierzbica (1980-1987) oraz Legii Warszawa (od 1987).
Od małego, w rodzinnych Polanach doskonale czuł się na końskim grzbiecie, grał w piłkę i szukał kontaktu ze sportową przygodą. Przypadek sprawił, że w pobliskiej Wierzbicy tamtejszy Orzeł miał sekcję zapasów i Mariana Osińskiego, alfę i omegę nie tylko w tej specjalności. Zawadzki trenował nawet systematycznie, ale nie należał do grupy prymusów.
Z czasem, coraz częściej przychodziły momenty zniechęcenia, chciał zapasy rzucić. Tak by się zapewne stało, gdyby nie mistrzostwa Polski juniorów, które miały się odbyć w pobliskim Radomiu. Wstyd było nie wystartować. Więc pojechał i wygrał. Ciąg dalszy kariery sportowej wyreżyserował los. Skończył szkołę, dostał powołanie do wojska i trener Osiński zadbał już o „godne miejsce” dla swojego wychowanka u trenera warszawskiej Legii. Bolesław Dubicki (a potem także Adam Ostrowski, Włodzimierz Smoliński i Wiesław Dziadura) przyjął przybysza z Polan z przyjemnością. Dostrzegł wprawdzie u niego jeszcze wiele ułomności (szczególnie technicznych), ale lubił „kształtować” charaktery takich zapaśniczych żółtodziobów.
Niebawem reprezentacyjny „piórkowiec” (Mieczysław Tracz) zachorował (1990), kontuzja była trudna do wyleczenia i trener kadry Stanisław Krzesiński zdecydował się na obsadzenie najpoważniejszej krajowej imprezy (Memoriał Władysława Pytlasińskiego) debiutantem z klubu przy ulicy Łazienkowskiej. W silnej obsadzie i świetnym stylu Zawadzki zajął drugie miejsce. Tak zaczęła się wielka kariera zapaśnika, który otrzymał już przydomek „Diabeł” (nadany przez drugiego trenera Jerzego Adamka).
Nie była ona usłana różami. Wprawdzie legionista ciągle doskonalił swoje umiejętności, walczył ambitnie i agresywnie, był zwinny i szybki, ale miał jednocześnie pecha: po ciężko przepracowanej zimie, był wyjątkowo podatny na różnego rodzaju infekcje i urazy (potem doszły także krwawienia z nosa).
Pierwszy raz otarł się o medal olimpijski już w Barcelonie. Po pokonaniu dwóch rywali z Japonii i Chin stanął na macie przeciwko Rosjaninowi Sergiejowi Martynowowi. Z jednym z głównych kandydatów do złotego medalu stoczył porywający (pod każdym względem) pojedynek, który niektórzy fachowcy uznali za najlepszy w całym turnieju olimpijskim. Przegrał tylko dlatego, że był mniej doświadczonym atletą, a w małym finale nie sprostał Kubańczykowi Delisowi Marenowi i zajął 4 miejsce. Po czterech latach Polak wziął jednak srogi rewanż na tym rywalu. W finale olimpijskim nie dał mu żadnych szans.
Dorobek sportowy Zawadzkiego imponuje. 12-krotny mistrz Polski (wszystkie tytuły zdobyte w wadze piórkowej 62 kg), dwa srebrne medale i dwa brązowe na MŚ, po trzy złote oraz brązowe zdobyte podczas ME.
(TO-RT)
Zródło: Z. Głuszek ”Leksykon olimpijski”









