„Kiedyś byliśmy uchodźcami” to tytuł wystawy w szydłowieckim Centrum Kultury-Zamek. Wernisaż już w piątek 17 lutego o godzinie 17.30. Będzie mu towarzyszyła promocja książki Dariusza Zdziecha oraz filmu Marka Lechowicza. Wstęp wolny.
– Ekspozycję zorganizował Instytucie Kulturoznawstwa i Dziennikarstwa Akademii Ignatianum w Krakowie. Prezentuje koleje losów Polaków, którzy na skutek obrotów koła historii musieli opuścić ojczyną. Chociaż zapuścili korzenie na antypodach nieustannie pielęgnują w sobie, a często również pośród swoich potomków, poczucie polskości. Wystawa wędruje po szkołach oraz domach kultury całego kraju – opowiada historyk, Krzysztof Rabong.
Wieczorowi będzie towarzyszyło spotkanie autorskie z Dariuszem Zdziechem. Urodził się on i wychował w Szydłowcu, a obecnie mieszka w Krakowie, gdzie ukończył Uniwersytet Jagielloński. Jest inicjatorem i prezesem Towarzystwa Naukowego Australii, Nowej Zelandii i Oceanii zrzeszającego naukowców zajmujących się tym egzotycznym dla nas zakątkiem kuli ziemskiej.
– Jego praca pt „Polska Nowa Zelandia” traktuje o relacjach bilateralnych na przestrzeni ponad dwustu lat. Pierwsze ślady polskości na tych, przypominających zarys buta z cholewą, wyspach odnajdujemy już w latach siedemdziesiątych XVIII stulecia. Znalazło tam schronienie kilkunastu Konfederatów Barskich zbiegłych z Polski po pierwszym rozbiorze. Potem dołączyli do nich uczestnicy Insurekcji Kościuszkowskiej oraz Powstańcy Listopadowi. Największy napływ Polaków nastąpił po II wojnie światowej. Nowy dom znalazło tam wieku kresowiaków, którzy przeszli przez sowieckie łagry i zostali wyprowadzeni z ZSRR przez korpus generała Władysława Andersa. Pośród nich znalazło się ponad 700 sierot. Kolejna fala uchodźców to czas stanu wojennego. Gdy władza ludowa zmusiła do opuszczenia Polski wielu działaczy Solidarności, zdelegalizowanej po 13 grudnia 1981 roku – dodaje Rabong.
Spotkanie w szydłowieckim zamku zwieńczy projekcja filmu Marka Lechowicza zatytułowanego „Wygrać z przeznaczeniem”. Rekonstruuje on koleje losów 733 polskich dzieci, które w latach 1939/41 wywieziono do Związku Sowieckiego, gdzie często straciły rodziców.
– Ewakuowane z wojskiem gen. Andersa do Persji, za sprawą Kazimierza Wodzickiego, Konsula RP w Nowej Zelandii i jego małżonki Marii oraz nowozelandzkiego premiera Petera Frasera i jego żony Janet, znalazły na drugiej półkuli dach nad głową. A nierzadko i nowe rodziny, bo wiele z tych sierot adoptowano. Te dramatyczne biografie ukazano na ekranie poprzez wspomnienia potomków nieżyjących już zazwyczaj bohaterów – konkluduje Rabong.
Obraz opracował muzycznie Robert Chojnacki, wykorzystano w nim animacje płócien Zdzisława Beksińskiego, a także wiersze Zbigniewa Herberta.
(TO-RT)









