Oddział Pawła Gąsowskiego podczas Powstania Styczniowego operował w Puszczy Kozienickiej.
– Jego dowódca pochodził z rodziny szlacheckiej gospodarującej na Podlasiu. Znakomicie jeździł konno, świetnie władał bronią białą – o czym przekonało się w pojedynkach wielu przeciwników – doskonale strzelał, ćwicząc precyzję podczas licznych polowań. W styczniu 1863 roku przyłączył się w Świętokrzyskiem do jednostek powstańczych Ludwika Żychlińskiego i Józefa Ślepowicza. A kiedy zostali oni ranni, przejął komendę nad rebeliantami i ruszył na południe – opowiada historyk, Krzysztof Rabong.
Zdając sobie sprawę, że w otwartym boju z przeważającymi siłami rosyjskimi nie ma szans, zdecydował się prowadzić działania partyzanckie. W ostępach Puszczy Kozienickiej powstańcy utworzyli kilka starannie zakamuflowanych obozów, regularnie wyprawiając się z nich na wroga. Aprowizację zapewniały im okoliczne dwory. Po 11 miesiącach partyzantom zabrakło jednak amunicji i zostali rozbici przez wojsko zaborcy w okolicach wsi Lipa (gmina Głowaczów). Gąsowski z niedobitkami wymknął się z okrążenia i do wrześnie 1864 kontynuował działania powstańcze na Lubelszczyźnie. Dostrzegając bezcelowość przedostał się do Francji.
– Wstąpił tam do Legii Cudzoziemskiej. Służbę odbywał w Meksyku. Następnie uczestniczył w wojnie francusko-pruskiej, po której spędził 8 lat w niewoli. Do rodzinnego majątku w Tajenku powrócił w roku 1880 i mieszkał przez do śmierci (1898). Napisał pamiętniki, które zaginęły w trakcie I wojny światowej. Akcentował w nich, iż odzyskanie przez Polskę niepodległości nastąpi dopiero wówczas, gdy dojdzie do konfliktu zbrojnego pomiędzy naszymi zaborcami – konkluduje Rabong.
(TO-RT)








