Pijany kierowca bmw uciekał w niedzielę przed policją z Grójca aż do Warszawy. Swoją jazdę mężczyzna zakończył rozbijając dwa samochody, jak się okazało jednym z nich był nieoznakowany radiowóz.
W pierwszy niedzielny wieczór czerwca w Grójcu doszło do sytuacji rodem z filmów sensacyjnych. Około godziny 23 policjanci z Grójca dostrzegli na trasie dziwnie jadące czerwono-czarne BMW. Mundurowi postanowili zatrzymać kierowcę samochodu do kontroli. Po uruchomieniu sygnałów świetlnych i dźwiękowych chcieli zmusić kierowcę do zatrzymania.
Kierowca bmw zaczął uciekać prosto przed siebie stwarzając zagrożenie dla siebie, policjantów, a także innych uczestników ruchu. W taki sposób przejechał prawie 50 km, w kierunku Warszawy. O godz. 23:45 pościg zakończył się w stolicy na rondzie na skrzyżowaniu ul. Żwirki i Wigury z ul. Sasanki. Bmw wjechało prosto w kie. Pechowo dla mężczyzny był to nieoznakowany radiowóz. Siła uderzenia jednak był na tyle duża, że przy okazji uszkodzono jeszcze taksówkę marki toyota.
Kierowca nie kontynuował już ucieczki. Na miejsce zdarzenia wezwane zostało pogotowie, ale na szczęście nikomu nic się nie stało. Po zatrzymaniu mężczyzny okazało się, że miał 2 promile alkoholu w organizmie. Samochód, którym podróżował przystosowany był do driftu.
Teraz sprawą nierozważnego kierowcy zajmuje się Komenda Rejonowa Policji Warszawa III. Grozi mu kara pozbawienia wolności, wysoki mandat, punkty karne i zakaz prowadzenia pojazdów nawet do 15 lat.
Źródło: moto.pl









